Polacy przełamali historyczną barierę

flash Sport

– Nic tak nie mobilizuje piłkarzy, jak konkurencja. Zwłaszcza w reprezentacji. Jestem przekonany, że w blisko 38-milionowym kraju jesteśmy w stanie znaleźć takich graczy, którzy nie będą odstawać od reszty – uważa Marcin Sasal, były trener m.in. Dolcanu Ząbki, kieleckiej Korony, Pogoni Szczecin, Podbeskidzia Bielsko Biała, a ostatnio I-ligowej Pogoni Siedlce. Jak wychowanek Szydłowianki Szydłowiec wspominać będzie Euro 2016?

TYGODNIK: Oceniając Euro 2016 wielu ekspertów, byłych piłkarzy reprezentacji, trenerów, działaczy a odnosząc się do kadry Adama Nawałki uważa, że w końcu zrodził się zespół, który na tle silniejszych kadrowo Portugalczyków walczył jak równy z równym o wejście do półfinału. Zgadza się pan z tą opinią?

M. SASAL, WYCHOWANEK SZYDŁOWIANKI SZYDŁOWIEC: – Niektórzy twierdzą, że Portugalia z którą rywalizowaliśmy w meczu ćwierćfinałowym to zlepek indywidualności. Mam inne zdanie na ten temat. Faktem jest, że zespół bez wygranej w fazie grupowej dotarł tak wysoko. To kwestia drużyny, a nie jak mówią niektórzy indywidualności, które Portugalia nota bene ma. Nasza kadra wykorzystała dobry moment. Wszyscy widzą, że pod względem personalnym mamy najlepszą ekipę od wielu lat. Nie trzeba w tym miejscu przypominać takich nazwisk jak Robert Lewandowski, Grzegorz Krychowiak czy Jakub Błaszczykowski. Mnie jako trenera cieszy fakt, iż Euro wypromowało kolejnych polskich zawodników, którzy trafią z dobrych klubów do jeszcze lepszych. Mamy świetną pozycję wyjściową.

Sukces to nie tylko sami piłkarze, ale także selekcjoner, który poukładał odpowiednio wszystkie elementy.

– Przyznam szczerze, że miałem obawy co do przygotowania motorycznego. Tylko w jednym spotkaniu mieliśmy z tym problem. Faktem jest, że mieliśmy mniej czasu na odpoczynek niż Szwajcarzy, którzy mierzyli się z nami w 1/8 finału. To nie tylko moja uwaga: trudom turnieju byliśmy w stanie sprostać.

Wielu uważa, że były to mistrzostwa, których uczestnicy nastawili się głównie na defensywę.

– Rzeczywiście, mam podobne odczucia. Stara piłkarska prawda głosi, że drużynę buduje się od obrony. Były i takie mecze, w których zespół nastawiony na atak, ponosił porażkę. Sposób bronienia m.in. w niskim czy średnim pressingu, spowodował że objawiły się czarne konie, na które przed Euro nikt nie stawiał. Jestem pewien, iż niewielu kibiców wierzyło, że Walia zajdzie w turnieju tak wysoko. Dużo wniosła zmiana przepisów i fakt, że nawet ekipa z 3. miejsca grała dalej. Poziom spotkań nie był najwyższy. Po niektórych drużynach spodziewałem się znacznie więcej. UEFA w przyszłości musi zastanowić się czy jest sens rozgrywania tak dużej ilości meczów. Kibice z pewnością nie mogli czuć się zawiedzeni. Przez natłok pojedynków, wiele gwiazd nie błyszczało choćby tak jak przyzwyczaiło nas grając w swoich klubach. Należy pamiętać, że topowi zawodnicy mają w nogach po 50-60 spotkań. Niektórzy niemal do ostatniej kolejki walczyli o tytuł mistrzowski, czy europejskie puchary. W niektórych krajach ważyły się przecież losy czy dany zespół zagra w przyszłym sezonie w Lidze Mistrzów lub Lidze Europy. Zmęczenie futbolem nawarstwiło się. W miejsce starych gwiazd, pojawiły się nowe. Tak jak Portugalczyk Renato Sanches. Niemiecki Bayern Monachium zrobił kapitalny interes kupując młodego pomocnika jeszcze przed rozpoczęciem turnieju.

Robert Lewandowski z Arkadiuszem Milikiem byli krytykowani za brak skuteczności. Pana zdaniem słusznie?

– Lewandowski przełamał się w najważniejszym momencie dla polskiej 11, ale nawet jego trafienie nie dało nam awansu do kolejnej rundy. Mówiąc o dyspozycji naszych napastników, warto cofnąć się w czasie. Na poprzednich turniejach, reprezentacja Polski przełamywała się w ostatnim grupowym starciu. Jaki był tego efekt? Kibicom chyba nie trzeba przypominać. „Lewy” może i nie błyszczał, ale swoją osobą, marką i sposobem poruszania się ściągał uwagę obrońców. Rywale musieli się na nim koncentrować, przez co inni jak Błaszczykowski czy Kamil Grosicki mieli więcej miejsca na indywidualne popisy. Chylę czoła przed Kubą, którego wszyscy znamy i wiemy na co go stać. We Włoszech praktycznie nie grał, widać było u niego głód futbolu. Był świetnie zmotywowany, ale wiedział, że jeśli pokaże się na Euro z dobrej strony nie będzie miał problemów ze znalezieniem nowego klubu. Lewandowski był zmęczony rozgrywkami Bundesligi, Ligą Mistrzów. Żyje z podań, które potrafi idealnie wykańczać. Sposób w jaki grali Polacy oparty był na kontrataku. W ataku pozycyjnym nie stwarzaliśmy zbyt wielu okazji do wpisania się na listę strzelców. Technicznie odbiegaliśmy od niektórych ekip, ale zaangażowaniem nadrabialiśmy braki. W latach świetności polskiego futbolu graliśmy podobnie. Dopóki w Polsce nie pojawi się kolejne pokolenie wyszkolonych technicznie zawodników, musimy rozgrywać mecze właśnie tak.

ME pokazały, że ławka rezerwowa naszej reprezentacji była zbyt krótka?

– Brakowało zawodnika, który dłużej utrzymałby piłkę, a przede wszystkim przeniósł ciężar gry na połowę rywala. Czesi, którzy próbowali to robić, stracili futbolówkę w nieodpowiednim sektorze boiska, narażali się na stratę bramek. Selekcjonerzy i UEFA pokuszą się o pewne wnioski. Gołym okiem było widać, iż był to turniej wyczekiwania na błąd przeciwnika i wyprowadzeniu szybkiej kontry.

Obserwując choćby miny polskich zawodników, którzy wrócili z Euro, można dojść do wniosku, że czuli niedosyt. Stać ich było na więcej czy ćwierćfinał to maksimum naszej drużyny?

– W fazie grupowej trafiliśmy na słabszą dyspozycję Niemiec, wyszliśmy z grupy z 2. miejsca, trafiając jednocześnie do teoretycznie słabszej części drabinki. Do zespołów, które były w naszym zasięgu. Obawiałem się Chorwatów, z którymi jeśli już musielibyśmy zagrać, mielibyśmy spore problemy. Zostali jednak wyeliminowani przez Portugalię. Byliśmy o krok od półfinału. Zabrakło szczęścia, które w futbolu tak jak i w życiu jest potrzebne. Karne to loteria. Oczywiście mogliśmy je zakończyć na swoją korzyść i grać dalej. Stało się inaczej. Porównując wyniki naszej drużyny na przestrzeni ostatnich lat, widać iż zrobiliśmy ogromny krok do przodu. Cieszy postawa Artura Jędrzejczyka, z którym miałem przyjemność pracować w dwóch klubach. U poprzednich selekcjonerów nie dostawał zbyt wielu szans na występy w podstawowym składzie. Lewa obrona zawsze była piętą achillesową. Nie bez kozery Jakub Wawrzyniak powtarza, że jest zastępcą piłkarza, którego tak naprawdę jeszcze nie ma. W meczach grupowych wykonał kawał dobrej roboty, nawet kiedy byliśmy w ataku pozycyjnym. Nie obawiałem się o jego zaangażowanie, bo wiedziałem iż mentalnie wytrzyma turniej. To radosny, uśmiechnięty facet. Chwała trenerowi Nawałce, że dostrzegł jego talent. Kilka lat temu mówiłem, że to świetny obrońca, ale np. trener Franciszek Smuda nie chciał słuchać moich wskazówek. Jestem przekonany, iż na dłużej zagości na tej pozycji. Choć nie będzie miał łatwo, jeśli do zdrowia i gry wróci Maciej Rybus.

Ćwierćfinał Euro to szczyt możliwości polskiej drużyny?

– Sztab znał wartość swoich zawodników, wykonał olbrzymią pracę. Nie ma co ukrywać: Polska odniosła sukces. Może nie wymierny, bo nie udało się sięgnąć po medal. Ale przełamaliśmy historyczną barierę. W końcu wyszliśmy z grupy. Liczył się wynik a ten jest pozytywny. Wystarczy tylko spojrzeć jakie były reakcje kibiców. Reprezentacji nie wstydziliśmy się. Na pewno nie jest to szczyt możliwości. Martwi mnie natomiast mała liczba zmian. Graliśmy praktycznie w 14. Na ławce niby siedzieli zawodnicy, ale śmiem twierdzić iż należy szukać innych rozwiązań. Z Portugalią nie wykorzystaliśmy limitu zmian. Trener trzymał je do końca i rozpętał w Polsce dyskusję czy nie należało zmienić bramkarza na rzuty karne. W taką polemikę nie mam zamiaru wchodzić. Komentowanie z trybuny lub post factum nie jest na miejscu. Zmiany były potrzebne. Nie może być tak, że niektórzy zamiast na ME jadą na wycieczkę. Drużyna ma perspektywy.

Na początku września rozpoczynają się eliminacje do MŚ 2018. Polska, po tym co pokazała na Euro będzie faworytem swojej grupy?

– Nasza kadra będzie postrzegana inaczej niż przed ME. Rywale grupowi przeanalizują sposób w jaki nas pokonać. Zespół będzie pewniejszy siebie. Eliminacje to jednak inna bajka. Tak łatwo już nie będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.