Żywioł zniszczył wiele, ale siłę dała im wiara

flash Okolice

Po czymś co stało się w nocy z 16 na 17 lutego 2014 r. niewiele osób byłoby w stanie sobie poradzić. Nie każdy miałby tyle siły i wiary, by od Boga dostać niemal drugie życie. – Zawsze powtarzałam i powtarzać będę, iż dzięki staraniom życzliwych nam osób, powoli odbudowujemy to co zostało zniszczone – podkreśla w rozmowie z TYGODNIK-iem Monika Kołodziej. Dziś 45-latka, której w Szydłowcu udało się znaleźć pracę, a zarobione pieniądze inwestować w domu. Była jedną z kilku osób, które feralnej nocy znajdowały się w mieszkaniu. Choć od pożaru minęły ponad 24 miesiące, historia nadal żyje swoim życiem. Również w pamięci pani Moniki, która myślami wraca do przeszłości.

– Trudno nie opowiadać o tym bez emocji. Człowiek nie jest z kamienia – powtarza łamiącym się głosem. Pożar oznaczał dla niej jedno: wielkie nieszczęście. – Spaliśmy kiedy w nocy obudził nas huk. Zerwaliśmy się z łóżek, by sprawdzić co się stało. Okazało się, iż płomienie były już na poddaszu. Zaczęliśmy gasić pożar własnymi siłami. Mieliśmy jednak niewiele czasu. Ogień udało się opanować dopiero w momencie, kiedy strażacy przystąpili do akcji gaśniczej – relacjonuje kobieta. W jej głowie, do dziś pozostał widok zniszczonego budynku. – Dom był z drewna, dlatego płonął jak zapałka – dodaje nasza rozmówczyni.

Podczas pożaru, na szczęście nikomu z domowników nic się nie stało. Członkowie dwóch rodzin, dość szybko musieli poradzić sobie z sytuacją, której nigdy w życiu się nie spodziewali. Odbudowa domu, podzielona na kolejne etapy to tylko jeden z elementów całej układanki. Drugi to aspekt psychologiczny, z którym rodzina musiała się zmierzyć. Nie została jednak pozostawiona sama sobie. Pomoc przyszła w porę. Jedną z takich osób, była Dorota Jakubczyk, radna szydłowieckiej Rady Miejskiej, a jednocześnie przewodnicząca komisji budżetu i finansów.

– Widok jaki zastaliśmy na miejscu był przerażający. Drewniany dom spłonął praktycznie w całości – opowiada. – Podjęliśmy się niełatwego zadania, ale jak najbardziej realnego – odbudowy go. Zmobilizowaliśmy wiele osób, dzięki czemu udało się zorganizować zbiórkę pieniędzy w trzech sołectwach: Łazy, Majdów oraz Ciechostowice. Pomógł nam także ksiądz miejscowej parafii. Chodziliśmy praktycznie od domu do domu. Pomocną dłoń wyciągnął także burmistrz Artur Ludew, wraz z dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej Wiolettą Kucharską – dodaje.

Los ich nie oszczędził

Udało się zebrać ok. 10 tys. zł. Stopniowo, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc zgromadzone fundusze pozwoliły na wykonanie remontu. – Dach jest już praktycznie gotowy. Wymienione zostało nie tylko pokrycie dachowe, ale również okna. W środku wykonano ściany, podłogi, elektrykę i centralne ogrzewanie – wylicza radna Jakubczyk. Dość szybko, bo w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy. Odzew przeszedł najśmielsze oczekiwania zbierających pieniądze. – Wiele osób bardzo nas wspomogło. Znaleźli się sponsorzy, ale najistotniejsze jest w tym wszystkim to, że na nasz apel odpowiedź była natychmiastowa. Taka historia może spotkać każdego. Choć nikomu jej oczywiście nie życzę – przyznaje rozmówczyni.

Pomoc dla pogorzelców płynęła dosłownie z każdej strony. Także od sąsiadów i przedstawicieli Rady Powiatu w Szydłowcu. Po raz kolejny okazało się, że ludzka tragedia potrafi zbliżać do siebie. – Wiele rzeczy udało się wykonać bezpłatnie. Jak na trzy, niewielkie sołectwa poruszyliśmy praktycznie niebo i ziemię – twierdzi Jakubczyk. Rodzina dotknięta pożarem dziękowała z całego serca. – Były kwiaty, podziękowania, a nawet wizyta byłego wojewody mazowieckiego. Stanęliśmy na wysokości zadania – zaznaczyła radna.

Większość prac przy domu zakończyła się w ubiegłym roku. Co nie zmienia faktu, że wszystko jest już gotowe na tip top. Z ustaleń strażaków wynika, że przyczyną pożaru był niedrożny komin. Od ognia zapaliły się sadze. Jak radzi sobie obecnie rodzina poszkodowanych?

– Stanęliśmy już na nogi. Radzić jakoś sobie musimy – mówi Monika Kołodziej. – Wszystko działo się błyskawicznie. Dom stał w płomieniach. Był w fatalnym stanie. Dach musieliśmy zbudować od nowa. Włącznie z podłogą, która nadawała się tylko i wyłącznie do wymiany. Otrzymaliśmy wiele słów wsparcia. Nie wiem czy poradzilibyśmy sobie bez nich – relacjonuje.

Mimo, iż wiele udało się już robić, pieniądze dla pogorzelców nadal są potrzebne. – Do zrobienia pozostała m.in. łazienka i kanalizacja, włącznie z podłączeniem domu do szamba. Na pomoc czekamy, ale nie wiem czy uda się jeszcze raz zebrać pieniądze. Za te, które otrzymaliśmy dziękujemy serdecznie. W domu mieszkają nadal dwie rodziny. Przez kilkanaście ostatnich miesięcy tylko my wiemy, co przeżyliśmy – uważa 45-latka.

Czy wiesz, że…
Na specjalną prośbę burmistrza Szydłowca w sprawie przyznania pomocy ze środków finansowych ogólnej rezerwy budżetu, wystosowaną w marcu 2015 r. do premier Ewy Kopacz, poszkodowana rodzina otrzymała dotację celową na zakup materiałów budowlanych i sfinansowanie prac związanych z remontem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.