Czy oburza nas rodzina z czwórką dzieci?

500+, Mama+, patologia – takie komentarze można często przeczytać w sieci lub usłyszeć pod adresem rodzin wielodzietnych. Czy i dlaczego oburzają nas rodziny z czwórką dzieci i więcej? Czy faktycznie nie potrafią się zabezpieczyć i wyciągają wyłącznie ręce o pomoc od państwa?

Z jednej strony promujemy politykę prorodziną – do planowania większej rodziny zachęcać mają programy rządowego wsparcia dla rodzin wielodzietnych. Z drugiej jednak nie pozostawiamy suchej nitki na tych, którzy z tego wsparcia korzystają. „500+, Mama+, patologia” – takie komentarze można często przeczytać w sieci lub usłyszeć pod adresem rodzin wielodzietnych. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu rodziny wielodzietne były normą i nikt krzywo nie patrzył na matkę z gromadką dzieci, dziś postrzegamy to w kategoriach patologii i chęci wyciągania pieniędzy od państwa, co dla wielu rodzin stało się sposobem na życie. Czy faktycznie tak jest? Kompletnym zaprzeczeniem tej tezy jest rodzina Edyty (49 l.) i Grzegorza (54 l.), którzy mają czworo dzieci: Igor (27 lat), Ola (23 lata), Zosia (9 l.) i Staś (5 l.).

W rodzinie życie lepiej płynie

Przez długi czas stanowili standardowy model rodziny w Polsce 2+2. Kiedy Igor szedł do szkoły średniej a Ola do gimnazjum, 2 września na świat przyszła mała Zosia. Dla wszystkich była to zupełnie nowa sytuacja.

– Był to zaplanowany i przemyślany wybór. Kiedy dowiedzieliśmy się z mężem, że oczekujemy trzeciego dziecka, ogłosiliśmy w domu, że coś się zmieni. Syn miał nadzieję na nowy samochód, córka myślała o piesku. Byli zaskoczeni wiadomością o rodzeństwie, ale przyjęli to z radością – opowiada pani Edyta. Cztery lata później do rodziny dołączył mały Staś. Z modelu 2+2, w krótkim czasie powstał model 2+4, gdzie wielodzietność zaczęła odgrywać zasadniczą rolę. Czy to w jakiś sposób odmieniło życie rodziny i postrzeganie jej przez otoczenie?  – Ludzie zaczęli patrzeć na nas raczej z zaciekawianiem. Zastanawiali się czyje są te małe dzieci, czy to może nasze wnuki, skoro mamy już dorosłe dzieci – dodaje pani Edyta. – Z takim pierwszym negatywnym odbiorem społecznym miałam do czynienia w szpitalu, kiedy miał się urodzić Staś. Byłam już dobrze po 40. Lekarz zapytał, dlaczego się na to zgodziłam? Przyznam, że poczułam się mało komfortowo, bo przecież byłam w pełni świadoma, skąd się biorą dzieci. Powiem tu za Konfucjuszem „jeśli planujesz życie na rok – to posadź ryż, jeśli na 10 lat – to drzew a jeśli myślimy o 100 latach i następnych pokoleniach, to kształć i wychowuj swoje dzieci”.

Negatywny odbiór rodziny pojawił się również za sprawą wprowadzonych przez rząd świadczeń 500+. Zarzut kierowany był od tych, którzy nie mogą korzystać z tej pomocy. Tymczasem podobnie, jak wcześniej, również teraz przez cały okres wychowywania dzieci oboje małżonkowie byli i są aktywni zawodowo, a nawet podejmowali dodatkową pracę, angażując się również społecznie.

– Czy 500+ zmieniło nasze życie? Na pewno jesteśmy w stanie zapewnić naszym dzieciom więcej rozrywek i przyjemności. Częściej, niż wcześniej z dwójką dzieci, wjeżdżamy gdzieś razem całą rodziną – mówi pan Grzegorz. – Ta pomoc jest bardzo potrzebna, co widać na przykładzie letniego wypoczynku, korzystania z dóbr kultury. Zrobiła się jakby moda na wielodzietność, te rodziny z większą liczbą dzieci zaczyna się bardziej dostrzegać i eksponować.  – Tam, gdzie jest patologia, to nawet 1000+ by nie pomogło. Ludzie świadomi wiedzą, jak właściwie wykorzystać i spożytkować te pieniądze. Za sprawą dużej rodziny nasze życie zupełnie się przewartościowało, mamy zupełnie inne priorytety (porządek w domu przestał być najważniejszy), teraz mamy poczucie misji. Wychowujemy nasze dzieci bez niepokoju czy leku, mamy do nich pełne zaufanie. Im więcej osób w rodzinie tym, więcej osób do dzielenia trosk, ale i radości. Z radością przyjmujemy kolejne osoby do naszej rodziny, mam tu na myśli drugie połówki naszych starszych dzieci. Jesteśmy wdzięczni tym, którzy przyszli nam z pomocą, kiedy tego potrzebowaliśmy – życzliwie nianie: ciocia Karolina i ciocia Marynia – to kolejne bardzo znaczące osoby w naszej rodzinie – wlicza pani Edyta. – Na pewno nie jesteśmy patologią. Czworo spośród nas sześciorga płaci podatki dla państwa, dlatego trudno nazwać nas pasożytami na garnuszku państwa. Na co dzień doświadczamy wiele sympatii i życzliwości ze strony innych, w sytuacjach kryzysowych możemy liczyć na wsparcie. Myślę, że swoją postawą, codziennym życiem przekonujemy tych niedowiarków, którzy początkowo krytycznie na nas patrzyli – dodaje pan Grzegorz. – Nie czujemy się bohaterami, nie oczekujemy pochwał, ale też nie chcemy krytyki. Patrząc na to, jak nasze dzieci dorastają, usamodzielniają się, mamy ogromną radość i satysfakcję. Jesteśmy dumni, że starsze dzieci tak pięknie odnajdują się w dorosłym życiu. Dużą rodzinę szczerze polecam, wszystko można, jeśli się chce – nie ma wątpliwości pani Edyta. – Wtedy będziecie mieć fajne życie – podsumowuje 5-letni Staś.

Swoimi refleksjami na temat wielodzietności dzielą się również inne mamy. Opowiadają, jak to wygląda od kuchni…

Weronika, 38 lat, mama czworga dzieci

– Mnie prosto w oczy nikt nie powiedział nic przykrego. Ogólnie ludzie zaczepiają mnie i chwalą, że mam fajnych synów, że widzą, że dobrze ich wychowuję. Jedna koleżanka, która ma jedno dziecko, była zła, że z MOPSu nigdy nie dostałą żadnych pieniędzy. Odparłam, że może zrobić sobie kolejne dziecko. Staram się jak mogę, bo to największy priorytet w moim życiu, dobrze wychować synów. Radzimy sobie tak, że na mężu spoczywa utrzymanie rodziny a ja wychowuję dzieci. Bo tak się niestety złożyło, że nie mam wsparcia w wychowaniu dzieci przez ich babcie. Mimo to kiedy dzieci były małe skończyłam pięcioletnie studia. Gdybym pracowała zawodowo nie dałabym rady ogarnąć obowiązków z dziećmi.

Ogólnie cieszę się, że mam liczną rodzinę, bo wolę mieć czworo dzieci niż jedno. Czwartego dziecka nie planowałam, ale kocham je tak samo, jak troje starszych. Ja już miałam czworo dzieci, kiedy weszło 500+ czy Mama+. Wcześniej bez tych pieniędzy też sobie radziliśmy.Myślę, że pozytywnie jesteśmy odbierani. Mając czworo dzieci specjalnie kupiliśmy duży dom, żeby każdy miał swój pokój. Trzeba być odpowiedzialnym rodzicem. Bo dzieci nie sztuka „zrobić”, trzeba zapewnić im warunki życiowe (nasze chłopaki trzy razy w tygodniu mają treningi piłki nożnej, korepetycje, swoje pasje). My jesteśmy normalną, „zdrową” rodziną, bez nałogów, gdzie dzieci są szczęśliwe. Jestem dumna z siebie i swoich dzieci. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Szkoda mi dzieci, które rodzą się w patologicznych rodzinach.

Iwona (33 lata), mama piątki dzieci– W zasadzie nikt prosto w oczy nie powiedział nam, że skoro mamy tak liczna rodzinę to jesteśmy patologią. Bardziej spotykam się z tym określeniem w sieci. Znaczna część społeczeństwa na hasło 500+ reaguje bardzo negatywnie. Ludzie wsadzają te rodziny wielodzietne do jednego worka. Czyli skoro pobierają pieniądze z opieki społecznej, żerują na garnuszku państwa. I nikogo nie obchodzi czy rodzice pracują czy nie, bo każdy zakłada, że pewnie nie pracują bo po co?

Będąc w ciąży z najmłodszym synem słyszałam na swój temat różne rzeczy. Jedna mama z klasy najstarszego syna była mocno oburzona, jak dowiedziała się o powiększeniu naszej rodziny. Wysłuchałam, że jak tak można – mając już czworo dzieci nie zabezpieczać się, robić sobie kolejne dzieci itd. Była oburzona, że jak to w ciąży? Przecież dopiero poroniła (co nie było prawdą). Czyli jednym słowem byłam na językach. Choć nie wszyscy ludzie powiedzą prosto w oczy. Wolą obgadać za plecami i dodatkowo sobie jeszcze wiele rzeczy dopowiedzieć.

Ale oczywiście spotykam się nie tylko z negatywnym nastawieniem. Są osoby, które mówią tez miłe słowa, kibicują i nie traktują nas gorzej od innych. Ale jak naprawdę myślą to nie wiem

Generalnie muszę być przygotowana i jednocześnie uodporniona na różne zachowania ludzi. Bo w przeciwnym razie bym oszalała.

Nie jestem w stanie każdemu kto krzywo spojrzy spowiadać się i tłumaczyć że mając pięcioro dzieci te dzieci nie żyją gorzej od innych, że są zadbane, że mają bardzo dużo a czasami mam wrażenie, że za dużo, że mają ciepły dom i kochających ich rodziców, że ja pracuję i mąż i nie żyjemy za 500+.

ewan

 

1 KOMENTARZ

  1. Nie, NIE OBURZA MNIE rodzina z czwórką dzieci! Podobnie, jak nie oburza mnie rodzina z dziesiątką dzieci, podobnie jak nie oburza mnie rodzina z jednym dzieckiem, nie oburza mnie bezdzietne małżeństwo… Nie oburzają mnie ludzie, którzy się kochają – bez względu na płeć! OBURZA MNIE hipokryzja! Oburza mnie przemoc domowa (każda przemoc)! Oburza mnie pedofilia! Oburza mnie palenie książek! Oburza mnie kłamstwo! Oburza mnie kupowanie społeczeństwa za jego własne pieniądze! To mnie oburza!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Wiadomości

Najnowsze komentarze

Galerie

Najbradziej popularne

Najnowsze

Widzieliście już nowy kanał kulinarny "Zasmakuj tradycji" polecany przez powiat szydłowiecki? Opublikowanych zostało już 5 odcinków. Warto poznać regionalne specjały. Późne lato potwierdza uznanie dla...
"Był sobie pies", to ostatni film, który zostanie zaprezentowany podczas tegorocznych, kończących się już wakacji na zamkowym dziedzińcu. Projekcja odbędzie się w piątek 23 sierpnia,...

Popularne w ostatnich dniach

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: